Dla części ekspertów oczywistym jest fakt, że zaproponowane przez Prawo i Sprawiedliwość zniesienie 30-krotności składek ZUS, to form nowego podatku.

W takim ujęciu powinien on wejść w życie do końca listopada, zgodnie z orzeczeniami Trybunału Konstytucyjnego, choć nie wydaje się to możliwe.

Projekt ustawy

Jak podaje portal „TVN24”, projekt ustawy przewidującej zniesienie 30-krotności limitu składek ZUS, posłowie Prawa i Sprawiedliwości złożyli w minioną środę. Dokument zakłada, że jego przepisy weszłyby w życie na początku 2020 roku.

Zgodnie z obowiązującymi obecnie regulacjami, osoby o wysokich zarobkach (przekraczających średnio 11,9 tysięcy złotych miesięcznie) opłacają składki ZUS tylko do momentu zarobienia 30-krotności średniego, miesięcznego wynagrodzenia. W bieżącym roku kwota ta wynosi 142 950 złotych brutto w skali roku.

Założenia projektu PiS

Projekt przedłożony przez posłów PiS zakłada zniesienie podanego limitu, co w praktyce oznacza większe obciążenie dla przedsiębiorców, mniej pieniędzy dla pracowników, a także solidne zasilenie Funduszu Ubezpieczeń Społecznych – w uzasadnieniu do projektu podaje się kwotę 7,1 miliarda złotych.

W uzasadnieniu projektu wskazuje się również, że zmianą objętych ma zostać blisko 370 tysięcy osób, których zarobki będą wyższe niż 30-krotyność prognozowanego wynagrodzenia.

Eksperci podzieleni

Eksperci w kontekście zniesienia 30-krotności są podzieleni. Część z nich interpretuje bowiem zniesienie tego limitu jako nowy podatek. W tym ujęciu niezbędne byłoby jak najszybsze uchwalenie ustawy. Takie podejście uzasadnia dotychczasowe orzecznictwo Trybunału Konstytucyjnego.

Zgodnie z nim nowe regulacje w zakresie podatków (zwłaszcza niekorzystnych dla podatników) powinien być przyjmowany nie później niż na miesiąc przed zakończeniem roku podatkowego. Powinien on zostać więc wprowadzony do 30 listopada. Co istotne takie zmiany nie mogą być wprowadzane w trakcie trwania roku podatkowego.

Nowy podatek

Oskar Sobolewski, prawnik i ekspert think tanku Instytut Emerytalny, w rozmowie z TVN24 podkreśla, że „biorąc pod uwagę fakt, że zniesienie limitu 30-krotności jest obciążeniem dla pracodawców i pracowników, to należy to traktować jako podatek”.

Stąd też ustawa ta zdaniem Sobolewskiego zostać „uchwalona i opublikowana w dzienniku ustaw do końca listopada”. Ze względu na znaczne obciążenie dla pracowników i pracodawców, ustawa nie może być procedowana w szybkim tempie. Podobnego zdania jest także mecenas Roman Giertych.

 

PiS odpiera zarzuty

Marcin Horała z Prawa i Sprawiedliwości, będący sprawozdawcą projektu odpiera zarzuty. Poseł przekonuje, że „ta grupa trzystu tysięcy, którą to bezpośrednio będzie dotyczyć, zapłaci nieco więcej składki emerytalnej. Składki ubezpieczeniowej, a nie podatku, więc potem odzyska to w postaci wyższych emerytur”.

W podobnym tonie wypowiada się Jeremi Mordasiewicz z Konfederacji Lewiatan, członek Rady Dialogu Społecznego powołanej przez prezydenta. Przekonuje, że zniesienie limitu nie może być traktowane jako podatek, za czym przemawia otrzymanie w przyszłości wyższej emerytury. „Natomiast w zamian za podatek nie dostaje się ekwiwalentnego świadczenia, takiego, jaki jest w systemie ubezpieczeń społecznych”.

To też może cię zainteresować: Szpital szukał wsparcia finansowego w parabanku, teraz sprawą zajmuje się CBA

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy dziś: Pesymistyczne prognozy pogody dla Wenecji – ogłoszono czerwony alert pogodowy

Anna Wajs