Chwila nieuwagi rodziców sprawiła, że Tymek przez kilka miesięcy toczył walkę o życie w szpitalu.

Pięć lat temu, liczący sobie wówczas trzynaście miesięcy Tymek połknął granulki służące do udrażniania rur.

Źle zabezpieczona butelka

Jak podaje portal „Onet”, ojciec Tymka rozpakował zakupy na niskiej ławie w salonie, do której chłopiec mógł już bez problemu sięgnąć rękę. Wśród produktów znalazł się środek do przetykania rur. Rodzice wyszli do kuchni. Zaalarmował ich krzyk starszej córki.

Kiedy wbiegli do pokoju, chłopiec siedział na dywanie, a część granulek z butelki była rozsypana na dywanie, Tymek miał je też w ustach. Okazało się, że butelka ze żrącą substancją była fabrycznie w niewłaściwy sposób niezabezpieczona. Zakrętka nie została dokręcona do końca gwintu. Kontrola Inspekcji Handlowej wykazała, że wada dotyczyła nie tylko tej jednej butelki, ale całej partii.

Obrażenia

Granulki ługu sodowego spowodowały u chłopca poparzenie górnych dróg oddechowych, języka, krtani, gardła, tchawicy, a także części przewodu pokarmowego. Lekarze zdecydowali o jak najszybszym zaintubowaniu dziecka, a także o wprowadzeniu go w stan śpiączki farmakologicznej.

Utrzymywano go w śpiączce przez trzy tygodnie. Rokowania nie były najlepsze, lekarze nie byli w stanie powiedzieć, czy chłopiec przeżyje. Najważniejsze były pierwsze dwa tygodnie, w których organizm musiał sobie poradzić z neutralizacją trującej substancji.

Źródło: UwagaTVN

Skutki połknięcia środka

Na szczęście u Tymka nie doszło do masywnego krwotoku wewnętrznego, co pozwalało mieć nadzieję. Po dwóch miesiącach od zdarzenia rodzice chłopca musieli pogodzić się z jego smutnymi następstwami.

Tymek nie tylko musiał żyć z rurką tracheostomijną, a także tym, że był odżywiany za pomocą sondy żołądkowej. W wyniku zdarzenia chłopiec nie był w stanie oddychać samodzielnie, ani mówić. Przez wiele lat jego drugim domem był szpitalny oddział.

Poszukiwanie pomocy

Rodzice chłopca starali się znaleźć dla niego ratunek, zarówno w kraju, jak i poza jego granicami. Skutki poparzenia były jednak tak rozległe, że nikt nie chciał podjąć się operacji. Dopiero kiedy czterolatek znalazł się pod opieką profesora Adama Maciejewskiego z Centrum Onkologii w Gliwicach, zaczęły się przygotowania do bardzo trudnej operacji przeszczepienia uszkodzonych narządów.

Udało się znaleźć dawcę. Zabieg przeprowadzony przez zespół profesora Adama Maciejewskiego dokonał pierwszej na świecie aż tak skomplikowanej transplantacji. Operacja odbyła się w marcu bieżącego roku w Śląskim Centrum Chorób Serca mieszczącym się w Zabrzu. Trwała przez 15 godzin i zaangażowała 35 specjalistów.

Minęło ponad pół roku

Od zabiegu minęło siedem miesięcy, jednak rehabilitacja potrwa znacznie dłużej. Tymek nie tylko od nowa musi nauczyć się mówić, ale także jedzenia ustami. Jak wskazują lekarze, nie będzie to łatwe, bo jest to nie tylko kwestia przywrócenia odpowiedniej anatomii dróg pokarmowo-oddechowych, ale także wyćwiczenia odpowiednich ośrodku w mózgu, odpowiedzialnych za odruch połykania.

Źródło: UwagaTVN

Jego powrót do pełnej sprawności będzie żmudnym i długim procesem, który wymaga ogromnych nakładów finansowych. Rodzina będzie walczyła o odszkodowanie od producenta środka, ale sprawa może się ciągnąć lata. Tymkowi pomaga Fundacja TVN, którą może wesprzeć każdy z nas.

To też może cię zainteresować: Sylwester Wilk, uczestnik programu Ninja Worior Polska stracił nogę ale nie wolę walki

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy dziś: Dwóch chłopców wpadło do zbiornika przeciwpożarowego. Nie udało się ich uratować

A.W.