Jedna z pacjentek Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego we Wrocławiu po wizycie w placówce opisała tragiczny widok, jaki zastała podczas swojej pobytu. Na korytarzu czekali ludzie, który ewidentnie potrzebowali pomocy, ale nikt się nimi nie interesował. Czy tak powinna wyglądać służba zdrowia?!

Gdzie są lekarze?

Kobieta opowiada, że zaczepiani na korytarzu lekarze z prośbą o pomoc umywali ręce, mówiąc, że nie pracują na SOR, tylko innym oddziale. Czy przysięga Hipokratesa nie zobowiązuje jednak do udzielenia pomocy lekarskiej każdemu, kto jej natychmiast potrzebuje?

Historia prawdziwa

Kobieta przyjechała do szpitala karetką wraz ze swoim dziadkiem, około godz. 16:00. Na miejscu usłyszeli, że przed nimi w kolejce jest jeszcze 9 innych karetek. Do 19:00 nikt nawet nie zainteresował się losem staruszka.

Obok czekała kobieta ze złamaną nogą, która z minuty na minutę puchła, a wózek na którym ją posadzili nie miał nawet szyny, by utrzymać kończynę w górze.

Wybiła 20:00

Kobieta z przerażeniem i złością wspomina młodego mężczyznę, który przyszedł z ogromnym bólem brzucha. Dolegliwości były tak silne, że zmusiły go aż do położenia się na podłodze. Mimo to, pracownicy szpitala oczekiwali od niego wypełnienia stosownych dokumentów przy okienku.

Dopiero ok. 22:00 ratownik medyczny po interwencji czekających osób, podszedł do mężczyzny, który dusił się i wymiotował.

Stanowisko szpitala

Władze szpitala odmówiły komentarza w sprawie wpisu, nazywając go nierzetelnym i odesłały media do Urzędu Marszałkowskiego Województwa Dolnośląskiego, który zaniepokojony wystosował zapytanie o całą sytuację do dyrekcji szpitala.

Szokująca odpowiedź władz szpitala

Argument, który podano na obronę placówki, to wyjątkowo duża liczba zgłoszeń tego dnia na SOR.

Miało to związek m.in. z koniecznym, czasowym zamknięciem SOR-u Szpitala im. Marciniaka we Wrocławiu, w dniach 13 października (od popołudnia) do godzin wieczornych 14 października br. – ze względu na działania dezynfekcyjne po zdiagnozowanym przypadku gangreny u jednego z Pacjentów, który zgłosił się na oddział ratunkowy. W trakcie godzin wieczornych, w niedzielę 14 października obłożenie SORu Szpitala przy ul. Kamieńskiego było pełne, włączając w to salę dekontaminacyjną oraz resuscytacyjną. Tego wieczoru podejmowane również były przez personel medyczny działania ratujące życie pacjentów w stanie ciężkim. Personel medyczny SOR stanowiło łącznie około 25 lekarzy – dyżurujących, koordynujących oraz lekarzy wielu specjalizacji” – czytamy.

Kontrola Departamentu Zdrowia Urzędu Marszałkowskiego

Niepokojący wpis sprawił, że w szpitalu zlecono kontrolę wszystkich obowiązujących procedur. Działanie to ma na celu usprawnić system funkcjonowania oddziału ratunkowego.

Myślicie, że to załatwi sprawę?

Źródło: fakt.pl