Sześć psów co tchu pobiegło za karetką pogotowia. Zwierzęta biegły przez ponad kilometr, dopóki karetka nie zatrzymała się przy wejściu do placówki medycznej. Kto znajdował się w środku

Mężczyzna o imieniu Luis trafił z udarem do szpitala Santa Casa w Sianorti w Brazylii.

To był bezdomny pacjent. Tak, w tej chwili nie było w pobliżu krewnych. Nie można go jednak nazwać samotnym. W tak tragicznym momencie Louis miał wiernych przyjaciół – sześć wiernych psów. Nawet gdyby zostały wypędzone z budynku szpitala, nie odeszły daleko.

 

google

 

Dokładnie sześć tracących oddech psów pobiegło za karetką, która zabrała ich chorego właściciela i pojechała do szpitala.

Zwierzęta biegły przez ponad kilometr, dopóki karetka nie zatrzymała się przy wejściu do placówki medycznej.

Psy dopiero potem uspokoiły się i spokojnie usiadły przy drzwiach oddziału. Zaczęły czekać.

Lekarze wezwali wolontariuszy na miejsce tak niezwykłego incydentu. Ci, którzy opiekują się bezpańskimi zwierzętami z odpowiedniej organizacji byli wzruszeni.

Wolontariusze dawali psom jedzenie i picie. Robili nawet zdjęcia, gdy „dyżur” psów trwał pod oknami szpitala. Psy spędziły tam całą noc.

 

google

Jak się okazało, sam Louis mieszka na ulicy od ponad 20 lat! Cierpiał wiele smutku i kłopotów. Jednak w jego życiu była radość. Wszystko to podzieliło z nim lojalne stado psów.

Krewni Louisa wielokrotnie oferowali mu znalezienie mieszkania. Zawsze i stanowczo odmawiał. Wybrał życie bezdomnego mężczyzny – ale z grupą niezawodnych czworonożnych przyjaciół. Podzielił się z nimi ostatnim, jak mówią, kawałkiem chleba. Psy natomiast płaciły mu taką właśnie miłością i zaangażowaniem, że nie było ceny.

A teraz psy leżały w pobliżu szpitala i skomlały smutno i niespokojnie.

Rano pacjent poczuł się znacznie lepiej. Tak bardzo, że byli w stanie zwolnić go ze szpitala. I nie mógł spotkać się z psami, ponieważ prowadzono go przez inne wejście.

Psy nic nie rozumiały. Były zdesperowane. Ale nie drgnęły. W końcu właściciel się nie pojawił! Gdzie on poszedł? Następnie jeden z wolontariuszy zorganizował dla psów spotkanie z ukochaną osobą. A psy zgodziły się opuścić „obóz” w pobliżu kliniki.

 

google

Radość po obu stronach była po prostu nie do opisania. Szkoda, że zwierzęta te nie potrafią mówić ludzkim głosem. Wtedy świat poznałby historię wielkiej wzajemnej miłości człowieka i jego psów.

 

Sprawdź także: Mężczyzna na wózku inwalidzkim przebudował opuszczony sklep. Niezwykła metamorfoza zwykłego budynku

Oferujemy: Porzucony pies w spektakularny sposób okazał swe przywiązanie do ludzi. To wzrusza do łez