Śmierć Pawła Adamowicza poruszyła całą Polskę. W trakcie finału 27. edycji Wielkiej Orkiestry Świątecznej Pomocy, Stefan W. wtargnął na scenę, z początku niezauważony przez służby ochrony i zaatakował nożem prezydenta miasta Gdańsk. Gorączkowa reanimacja ofiary nie powiodła się. Akcja reanimacyjna została zakwestionowana przez jednego z lekarzy, który wskazywał na liczne nieprawidłowości podczas procedury. Tą kwestią zainteresowała się gdańska prokuratura, w efekcie czego podjęta została w tej sprawie nowa decyzja.

Przez brak wyraźnych dowodów na zaistnienie nieprawidłowości podczas akcji reanimacyjnej, gdańska prokuratura umorzyła ten wątek śledztwa. Uzyskana kilka tygodni temu opinia biegłego lekarza, zeznania biorących udział w akcji ratowników, a także dokumentacja Pawła Adamowicza posłużyły za dowód, o który oparto się podejmując decyzję o umorzeniu.

Prof. Jerzy Robert Ładny, krajowy konsultant w dziedzinie medycyny ratunkowej twierdzi, że reanimacja Pawła Adamowicza „prowadzona była w sposób prawidłowy, zgodnie z obowiązującymi wytycznymi Europejskiej Rady Resuscytacji”. Jego zdaniem, wszystkie decyzje podjęte w tamtym momencie, łącznie z przewiezieniem rannego do Uniwersyteckiego Centrum Klinicznego (UCK), który posiada specjalistyczny oddział kardiochirurgii i torakochirurgii, były prawidłowe.

Onet ujawnił dokumentację uzasadnienia decyzji prokuratury. Biegły ocenił, że obrażenia, jakie zadał Pawłowi Adamowiczowi sprawca prawie za każdym razem kończą się natychmiastowym zgonem ofiary.

Brat Pawła Adamowicza o akcji ratunkowej

Piotr Adamowicz, brat ofiary opowiedział serwisowi Onet, że zdaniem bliskich zmarłego prezydenta Gdańska, ratownicy i lekarze w UCK „czynili wszystko, co możliwe, a nawet próbowali dokonać niemożliwego”.

Zabójca Stefan W. został ujęty natychmiast po ataku. Nie przyznał się do winy, jednak postawiono mu zarzut zabójstwa, które zagrożone jest karą do 12 lat więzienia.

Przyczyny działań prokuratury

Prawidłowość działań ratowniczych postanowiono zbadać po otrzymaniu listu od gdańskiego lekarza biegłego, który twierdził w nim, że ratownicy popełnili błąd przeprowadzając zbyt długą, trwającą 40 minut reanimację, podczas gdy do najbliższego szpitala nie było daleko. Lek. Med. Leonadr Gross stwierdził ponad to, że podczas reanimacji, ratownicy przepompowali krew z serca do jamy brzusznej, co przyspieszyło zgon.

źródło: fakt.pl