Rodzice nazwali go czarownikiem i wyrzucili z domu. Jak chłopiec żyje teraz

W Nigerii zdarza się, że rodzice wyrzucają swoje dzieci na ulice, podając za powód to, że są one czarownikami lub czarownicami.

Od tego momentu w ogóle nie interesuje ich los potomka. Niedawno świat zaczął mówić o jednym z takich dzieci.

Dziecko nie miało nawet dwóch lat i przez następne osiem miesięcy było zupełnie samo w tym okrutnym świecie.

Na szczęście znaleźli się niezwykli ludzie, którzy pomogli mu przetrwać w tych skrajnych warunkach. Kiedy rodzice go wyrzucili, nie było już nadziei, że ktoś z okolicy zgodzi się przyjąć go do swojej rodziny. Jednak nie odmówili mu pomocy i tylko dzięki temu udało się uratować jego życie.

Był bardzo wychudzony i bardziej przypominał chodzący szkielet niż żywą osobę. Był na skraju wyczerpania i wiele osób przypuszczało, że nie wystarczy mu sił by przeżyć kolejne tygodnie.

Na szczęście los miał wobec niego zupełnie inne plany. Niedawno na jego drodze pojawiła się osoba, która okazała się jego wybawcą. Dunka Anna Ringgren Loven od dawna mieszka w Nigerii. Przyjechała tu jako wolontariuszka i jej głównym zadaniem jest pomoc dzieciom pokrzywdzonym przez los. Dziewczyna nadała dziecku nowe imię: Nadzieja.

Kiedy go znalazła, była bardzo przerażona jego widokiem. Od razu zabrała go do lekarza, który wskazał, że dzicko cierpi na kilka różnych schorzeń. Na skórze miał różne nadżerki i rany, a żołądek od dawna był królestwem różnych pasożytów. Cała sytuacja miała miejsce w 2016 roku.

Lekarze nalegali, aby chłopiec pozostał pod ich opieką. To dawało mu znacznie większe szanse na szybkie wyzdrowienie. I tak to było. W ciągu dwóch miesięcy poczuł się o niebo lepiej. Było to widać gołym okiem, nawet po tym, że przybrał na wadze. Przez cały ten czas Anna relacjonowała jego historię na swojej stronie na Facebooku. Teraz uzupełniła wiadomość o nowe zdjęcia. Aż trudno rozpoznać tego małego chłopca, którego spotkała kilka miesięcy temu.

Pierwsze opublikowane przez nią zdjęcia natychmiast obiegły Internet. Ludzie byli zszokowani stanem chłopca i szukali sposobu, aby mu pomóc. Wtedy Anna założyła małą fundację charytatywnej, której ludzie zaczęli przekazywać pieniądze. Nie minęło dużo czasu, a kobiecie udało sie zebrać milion.

Wraz z mężem i wieloma filantropami, Anna stworzyła sierociniec, który opiekuje się wyrzuconymi przez rodziców dziećmi. Chcą znacznie rozszerzyć swoją działalność w najbliższej przyszłości, a także zbudować własną małą klinikę, która będzie pracować z tymi dziećmi.

Aby dziecko mogło zostać nazwane czarownikiem lub czarownicą w tym kraju, nie trzeba spełnić żadnych warunków. Tutaj często można spotkać dzieci, które włóczą się po okolicy w poszukiwaniu choćby trochę jedzenia i sposobu na przeżycie. Tylko nieliczni mają szczęście wytrzymać przez dłuższy czas. Schronisko Anny nie tylko ratuje ich życie, ale także daje im nową rodzinę. Wszystko dzięki ludziom, którzy wspomagają jej działalność wpłatami.

Dzisiaj Huop prawie skończył kurację. Teraz mieszka między innymi w sierocińcu. Anna przygotowała już dla niego szkolenie. Mówi, że ma duży potencjał i wiele talentów, które potrzebują pomocy, aby się rozwijać. Teraz często się uśmiecha i wydaje się, że każdym swoim działaniem dziękuje Ani i jej mężowi za wybawienie. Od dawna trudno było rozpoznać w nim torturowane dziecko, które rodzice tak okrutnie porzucili.

Dlaczego więc jego przesądni krewni skazali go na tak straszny los? Najprawdopodobniej powodem był niewielki defekt wizualny, który nie stanowił dla niego zagrożenia. Co więcej, łatwo go naprawić za pomocą prostej operacji.

To też może cię zainteresować: Policja interweniowała na stoku pełnym osób na sankach. Nagranie trafiło do sieci

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Kobieta wskoczyła na trumnę. To, co stało się później nie mieści się głowie. Uczestnicy ostatniego pożegnania przecierali oczy ze zdumienia

O tym się mówi: Monika Zamachowska zdradziła stan swoich finansów. Niektórych może zaskoczyć jej wyznanie