Przyjaciel Kamila Durczoka ujawnił więcej o jego stanie zdrowia. Smutne wspomnienie o popularnym dziennikarzu. Można się było tego spodziewać

We wtorek 16 listopada zmarł Kamil Durczok, znany dziennikarz i publicysta. O okolicznościach jego odejścia opowiedział dobry przyjaciel.

W ostatnich dniach wiele wspomina się Kamila Durczoka, który był kontrowersyjną postacią polskich mediów. Dziennikarz dotarł na sam szczyt by potem boleśnie z niego spaść po licznych oskarżeniach o mobbing oraz problemach z uzależnieniem od alkoholu.

Portal „Super Express” podał, że o Kamilu Durczoku wypowiedział się jeden z jego najbliższych przyjaciół, który ujawnił też jak dowiedział się o jego śmierci.

Można się było tego spodziewać

Witold Pustułka powiedział, że Kamil Durczok kiepsko czuł się już od dłuższego czasu i wszyscy dookoła niepokoili się o jego stan zdrowia.

„Wiedziałem, że jego stan jest bardzo ciężki, a noc będzie krytyczna. Tak się wydarzyło. We wtorek rano Dominik, brat Kamila, przysłał mi SMS. Tak dowiedziałem się o jego śmierci” – ujawnił dziennikarz.

Witold Pustułka i Kamil Durczok poznali się jeszcze podczas pracy w Radiu Katowice w latach 1989–1990. Pomimo problemów z ostatnich lat, dziennikarz wspomina go bardzo dobrze jako „wielkiego Polaka i wielkiego Ślązaka”. Podziwiał też jego analityczny umysł i wyjątkowy talent jaki miał do dziennikarstwa.

Składamy wyrazy współczucia.

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnim czasie: Ważne słowa komendanta głównego policji o trudnej sytuacji na granicy z Białorusią. Ostro odpowiedział Janinie Ochojskiej. Kto ma rację w tym sporze

Jak informował portal „wiesz.io”: Ta wiedza przyszła zbyt późno. Kamil Durczok dopiero pod koniec życia zorientował się co było jego największym błędem

Z życia znanych ludzi informowaliśmy o: Jedna z gwiazd „Rolnik szuka żony” kiepsko zniosła udział w programie. Kamila Boś jest załamana. O „królowej pieczarek” wypowiedział się nawet reżyser

Sprawdź również ten artykuł: Polaków czekają kolejne podwyżki. Zapowiedzieli to przedsiębiorcy. Wszystkiemu winne są koszty opłat za gaz i prąd. Co się dzieje