Życie Ewy Frej nie zawsze było usłane różami. Teraz jest silną kobietą, która często wraca we wspomnieniach do strasznej przeszłości podyktowanej złymi wyborami i mężczyznami, którzy jej nie szanowali. Jej historia to przestroga dla wszystkich kobiet.

 

Trudny los

 

O swojej historii Ewa opowiada teraz kobietom, chcąc im udowodnić, że nawet z największej rozpaczy można się podnieść, zwłaszcza jeśli ma się dla kogo.

 

Matka sześciorga dzieci nie poddała się i zawalczyła o własne szczęście.

 

„Pierwszy mąż to była porażka mojego życia. Zaczęłam spotykać się z Szymonem w wieku 17 lat, jak to jeszcze człowiek ma fiu bździu w głowie – opowiada Ewa Frej.

 

Co tu dużo kryć, współuzależniłam się – dodaje. Byłam zaślepiona uczuciem, kiedy mój eks uprawiał hazard, był narkomanem i seksoholikiem.

Wiedziałam, że mnie zdradza, ale nie wiedziałam na jaką skalę – tłumaczy.

 

 

I w momencie, gdy czułam, że jest mi bardzo źle i postanowiłam się z nim rozstać, to on zrobił mi dziecko. Miałam wtedy 22 lata„.

Źródło: Wirtualna Polska

 

Zmarnowane szanse

 

Ten związek od początku nie miał przyszłości. Jak podaje Wirtualna Polska, kobieta bała się jednak, że sama nie poradzi sobie z wychowywaniem dziecka.

 

Usilnie chciała naprawić to, co już od dawna było spisane na straty.

 

Ustalili nawet datę ślubu, którzy przekładali w końcu trzy razy. W tym czasie Szymon zakochał się już w innej kobiecie.

 

„Kiedy dowiedziałam się, że jestem w ciąży, pomyślałam, że muszę sobie to jakoś wspólne życie z nim poukładać” – mówi.

 

I że Cię nie opuszczę, aż do śmierci

 

Ewie udało się przekonać ojca swojego dziecka do ślubu. Nigdy jednak nie zapomni słów ojca w dniu ceremonii.

 

„Powiedział, że panna z dzieckiem to nie wstyd. Ale ja nie wyobrażałam sobie niczego innego.

Wydawało mi się, że jak ja i Szymon zostajemy mężem i żoną, to idzie za tym miłość i wsparcie” – wspomina.

 

 

Wspólnie wynajęli dom. Kobieta myślała, że po ślubie wszystko się zmieni, jednak coraz więcej czasu spędzała samotnie z maleńką córeczką.

 

 

„Nie chciałam, żeby moja córka została sama, jeśli ja sobie z kimś poukładam życie. Zależało mi, żeby miała „swoje” rodzeństwo” – tłumaczy Ewa.

 

Ku zdziwieniu wszystkich, druga ciąża polepszyła relacje małżonków. Zaczęli budowę własnego domu, który finansowali rodzice kobiety.

Szymon zaczął jednak znów znikać wieczorami, aż w końcu przestał wracać na noc.

 

Drastyczne środki

 

Kobieta miała dość kłamstw męża. Postanowiła wziąć sprawy w swoje ręce.

 

„Nie wiem, skąd mi się to wzięło, ale w końcu włożyłam dyktafon do jego samochodu.

Tego samego dnia nagrała się jego rozmowa z kochanką, naszą sąsiadką, kobietą młodszą o 10 lat i do tego w ciąży.

 

Obiecywał jej zostawienie mnie i założenie z nią rodziny. O tym, że wiem o romansie, powiedziałam, dopiero gdy przepisałam na siebie dom.

 

Usłyszał ode mnie, że nie wyobrażam sobie wspólnego życia.

 

A on na to mówił, że tamta kobieta to jest zwykła mała dzi..a, że nic nie znaczy, że on chce zostać.

To wydarzyło się tydzień przed wigilią. Wielka farsa” – podsumowuje.

 

Tragedii ciąg dalszy

 

Żeby tego było mało, mężczyzna narobił strasznych długów.

Wspólnie z żoną mieli zaciągniętych kilka kredytów, co nie pozwalało Ewie raz na zawsze odciąć się od Szymona.

 

Mąż uciekł w końcu do Anglii z kochanką, a kobieta z długami została absolutnie sama. Miesięczna rata długów do spłacenia wynosiła 7 tys. złotych.

 

Z czasem zaczął wysyłać niewielkie pieniądze, ponieważ groziła mu ekstradycja do kraju.

 

„I nigdy nie była to pełna kwota, zawsze po terminie. Musiałam do niego wydzwaniać, przypominać, wręcz prosić się.

 

Płacił tylko chwilę, znowu przestał. Jest mi winien ponad 220 tysięcy” – podkreśla kobieta.

 

 

Przekorny los

 

Kiedy kobieta miała nadzieję, że w końcu stanie na nogi, zachorował jej ojciec.

 

„Byłam zmuszona na prawie rok wynająć górę domu i przenieść się do piwnicy z dziećmi.

Była przygotowana pod działalność gospodarczą. Jak się przenosiłam, to ta piwnica była betonowa.

 

Krok po kroku przerabiałam ją na mieszkanie. Warunki były spartańskie, ale dałyśmy sobie radę” – wspomina.

 

 

Karma wraca

 

Były mąż Ewy przebywa obecnie w brytyjskim więzieniu. Kochanka z którą wyjechał do Anglii, wróciła do kraju z ich wspólnymi dziećmi.

 

Co ciekawe – kobiety mieszkają na tej samej ulicy.

 

Nowe życie, nowa miłość

 

Los w końcu uśmiechnął się do kobiety i na jej drodze postawił nową-starą miłość.

 

Źródło: Matka Gigantka

 

„Z obecnym mężem znamy się tyle lat, co z byłym. Gdy sprowadziłam się do Łomianek w 1997 r., to poznałam jednego i drugiego.

 

Tylko że Bartosz miał wtedy 6 lat, a ja 17. Kiedy ja się uczyłam do matury, to on grał w piłkę pod moim oknem” – śmieje się.

 

Różnica wieku wzbraniała ich przed relacją, której oboje bardzo pragnęli. W końcu jednak ulegli i ich miłość rozkwitła.

 

Para wspólnie wychowuje dwoje dzieci Ewy z poprzedniego małżeństwa oraz czwórkę własnych pociech.

 

Dwa razy trafiły im się bliźnięta. Jedno cierpi na porażenie mózgowe.

 

Mimo trudności w życiu, Ewa nie poddaje się. Prowadzi bloga i zajmuje się transportem.

 

Teraz ma szczęśliwą, kochającą rodzinę i nic więcej jej już nie potrzeba.

 

 

Ten artykuł z pewnością też Cię zainteresuje: Narzeczona Adama C. Zabiera Głos W Sprawie Zdarzenia W Koninie

Zobacz też ten artykuł: Katowice. Mieszkańcy Zawiedzeni Kolejnym Absurdem, Znamy Szczegóły

 

AF