II Wojna Światowa zabrała istnienia, których liczbę podaje się w milionach. Powstanie Warszawskie przez długi czas i niesłusznie nazywane było głupotą i narażeniem życia bez potrzeby. Ci, którzy głosili takie opinie nie zostaliby bohaterami w tamtym czasie…a bohaterów było wielu i o wielu ich czynach milczano przez lata.

3 kwietnia, swoje 94 urodziny obchodziła bohaterska sanitariuszka z czasów Powstania Warszawskiego, Wanda Zalewska-Zdun, pseudonim „Rawicz”. Osiemnastoletnia wówczas Wanda działała dla II Obwodu „Żywiciel” Warszawskiego Okręgu Armii Krajowej na Żoliborzu.

Od uczennicy do bohaterki

Pani Wanda Zalewska-Zdun urodziła się w Warszawie 3 kwietnia 1926 roku. Opowiedziała dla archiwum historii Muzeum Powstania Warszawskiego swoją historię, a zapewniam – budzi ona niezwykle silne emocje…

Nazywam się Wanda Zdun z domu Zalewska. Jestem córką Heleny, z domu Fontana, i Stanisława [Zalewskiego, artysty malarza]. Urodziłam się w Warszawie 3 kwietnia 1926 roku. Pseudonim w czasie Powstania „Rawicz” [praktycznie nieużywany].

Wybuch Powstania zastał mnie w mieszkaniu na Żoliborzu, na Słowackiego, u rodziców. Ja byłam nawet umówiona… Nikt nie wiedział dnia ani godziny, jak to się mówi. Nawet byłam umówiona na to, że tam bratu mojej koleżanki [to jest Janiny Ryttel] też korzystającej i z kompletów, i będącej tym razem łączniczką głównie na Żoliborzu – [że] pomogę mu w jakichś tekstach łacińskich, z których on ma zdawać.

No więc oczywiście, ani ja tam nie dotarłam, ani on nie dotarł do mnie, bo każde z nas już wiedziało, że trzeba się pokazać w zupełnie innym celu, w zupełnie innym miejscu. Ja zostałam skierowana tam przez taką panią „Tamarę”, którą właściwie widziałam raz w życiu, a później mówiono mi, już po kapitulacji, że ona zginęła.

Jedna z osób nieżyjących [na Krechowieckiej] była do niej podobna, ale czy to była ona, czy nie, w stu procentach pewności nie mam. W każdym razie nie wiem, jak się nazywała, bo ją tylko raz widziałam, kiedy stwierdziła, że ja jestem za słaba i za mało wyrośnięta, żebym się nadawała do patrolu, ale takie są osoby potrzebne bardzo na punktach [sanitarnych], więc zostałam skierowana na punkt. I na tenże punkt [na ulicy Tylżyckiej] się skierowałam, kiedy Powstanie już wybuchło.

Pierwsze dni służby były dla Wandy wielkim wyzwaniem

Muzeum Powstania

Pierwszego dnia przedstawiłam się w szpitalu, który wtedy prowadziły siostry zmartwychwstanki u siebie [na ulicy Krasińskiego 31], ale one powiedziały, że tam [to jest na punkt, na ulicę Tylżycką] się nie dostanę tego dnia, bo tam rzeczywiście w pobliżu byli już Niemcy i trzeba się było ostrożnie przedostać w pobliże ulicy Kamedułów.

To była ulica Tylżycka 2, bodajże. Teraz ta ulica Kamedułów nazywa się inaczej, no bo to tak nieładnie, bo zakonnicy i tacy jeszcze pustelnicy, to jakżeby za Polski Ludowej mogli być patronami ulicy i to jeszcze takiej dosyć dużej?!

Krótko mówiąc, ja tam byłam przez kilka dni wraz z innymi skierowanymi tam osobami, ale myśmy się zorientowały szybko, że trzeba się zgłosić do dowództwa Sanitetu na Żoliborzu, żeby oni nas skierowali w sposób taki, żebyśmy mogły rzeczywiście pracować. Mnie skierowano wtedy na [punkt sanitarny na] Suzina 3.

Skromna dzisiaj i drobna kobieta ubolewa nad tym, jak potoczyły się losy Powstańców. Jak mówi, strat w ludziach mogłoby być znacznie mniej…

O Jej bohaterstwie przypominają na swoim facebookowym profilu Powstańcze Biogramy Muzeum Powstania Warszawskiego.

Facebook

Zdobywała pożywienie w opuszczonych mieszkaniach, by móc ugotować zupę dla rannych, a gotowała z tego, co znalazła. Wraz z innymi dziewczętami, rannych leczyła głównie rivanolem, maścią tranową i ichtiolową, bo nie było niczego innego. Jako bohaterka powstania zasłużyła na hołd i wielki szacunek, dlatego całą historię Wandy, ps. „Rawicz” można poznać archiwum historii Muzeum Powstania Warszawskiego.


YouTube/Ewinia1

 

Pozostając w temacie bohaterstwa, zobacz także: Od Pięciu Lat Tajemniczy Filantrop Porzuca Paczki Z Pieniędzmi Mieszkańcom Pewnej Wioski

Wzruszające słowa córki Pani Ewy Błaszczyk, łzy cisną się do oczu: Ewa Błaszczyk. Ze Łzami W Oczach Mówiła O Ostatnich Słowach Swojej Córki

Agata Bojczuk