Oddaliśmy mieszkanie synowi i rodzinie, sami mieszkamy na wsi. Ale los zdecydował inaczej

– Co to dla ciebie, co? – 60-letnia Anna, zaintrygowała się. – Coś mi się nie podoba… Mój syn dzwonił tu kilka tygodni temu, mówił, że Joanna musi wrócić do pracy.

Agata, nasza wnuczka, ma trochę ponad rok. Ale Joanna jest medykiem, nie może długo siedzieć na urlopie macierzyńskim, a nie mają dodatkowych pieniędzy. Zapytaliśmy, kto będzie z Agą? Syn mówi, że zatrudnią nianię. Cóż, super, dobre wyjście, wspieraliśmy ich w tej decyzji. I zaledwie kilka dni temu zupełnie przypadkowo okazało się, że opiekunką będzie matka Joanny…

Joanna, większość życia spędziła z matką na wsi. Ukończyła studia medyczne, przez kilka lat pracowała w swoim regionie. A potem krewni jej ojca wezwali dziewczynę do miasta, pomogli znaleźć pracę w jej specjalności. Matka Joanny, Zuzanna, pozostała w swojej małej ojczyźnie, gdzie pracowała jako nauczycielka fizyki w miejscowej szkole. Joanna wynajęła mieszkanie.

Ale los zadecydował, że wkrótce musiała ponownie przeprowadzić się, teraz do Warszawy. Tu zupełnie przypadkowo Joanna poznała Andrzeja, który rok później został jej mężem.

– Po ślubie zaprosiliśmy ich do wspólnego zamieszkania! – mówi Anna. – Joanna nie chciała, bo młodzi ludzie muszą mieszkać osobno… Ale nie podobał mi się ten pomysł, aby dawać duże pieniądze za nic, wędrując po kątach innych ludzi, aby żyć jak wolne ptaki. W ciele studenckim jest to nadal możliwe, ale kiedy pojawia się rodzina — no cóż! Mój ojciec i ja skonsultowaliśmy się, a potem zaproponowaliśmy, że na razie będziemy mieszkać razem na wsi. Tutaj mamy normalny wygodny dom, no cóż, coś zostało oczywiście zrobione pilnie, ale teraz wszystko jest w porządku…

Wieś, w której znajduje się dacza, jest całkiem normalna, mieszkalna, jest sklep, apteka, poczta. Wielu, choć nie wszyscy, mieszka tam przez cały rok. Dacza znajduje się niedaleko stolicy, jeśli coś jest potrzebne, starsi małżonkowie mają samochód, za dwadzieścia minut można dostać się do cywilizacji w najbliższym mieście, w dwie godziny — do obwodnicy Warszawy, pod warunkiem, że nie ma dużych korków. Mają wszystkie udogodnienia w domu, gaz, wodę, internet.

Latem za miastem jest pięknie: Anna uprawia ogród i warzywnik, razem z mężem ulepszają teren i dom, zapraszają syna i jego żonę do odwiedzenia. Tego lata dziecko zostało już przywiezione do daczy, było świetnie.

Para żyje w tym trybie od czterech lat i wszystko im odpowiada.

Zimą i późną jesienią na wsi jest jednak nudno. Ale z drugiej strony Anna i jej mąż nie są imprezowiczami, czują się dobrze we własnym towarzystwie. Poza miastem mają wszystko tak samo, jak w Warszawie — telewizję, internet, książki. Anna robi na drutach i haftuje, jej mąż trochę rysuje. Kilka razy w miesiącu przyjeżdżają do miasta samochodem — żeby się zrelaksować, zrobić zakupy, popatrzeć na ludzi. Przyjeżdżają odwiedzić swoich znajomych, przynoszą w prezencie pikle i konfitury, rozmawiają z wnuczką. Nie nocują w mieście, aby nie ograniczać młodej rodziny, wieczorem wyjeżdżają do swojej daczy.

Ale we wsi jest kompletna zasadzka z lekarstwami, więc emeryci również udają się do Warszawy w razie potrzeby. Do tej pory nie narzekają specjalnie na swoje zdrowie, w ciągu czterech lat kilka razy zwracali się do lekarzy, ale rozumieją, że prędzej czy później nadejdzie moment, w którym trudno będzie żyć bez dobrej kliniki w pobliżu.

– Dlatego ostrzegaliśmy naszego syna, aby powoli oszczędzał pieniądze na mieszkanie. Na starość nadal chcemy z ojcem wrócić do miasta. Andrzej zgodził się, zaczęli oszczędzać, a nawet coś uzbierali przez lata, pomimo narodzin Agaty… Synowa jest celową dziewczyną: pracowała do samego rozwiązania, teraz przerywa urlop macierzyński, nawet po połowie swojego czasu zarobi ponownie…

A teraz wyjaśnia się niuans: druga babcia, przyjdzie jako niania do wnuczki Anny. A ona, jak się okazuje, będzie mieszkać w ich mieszkaniu, bo gdzie indziej. Przecież nie w hotelu…

Zuzanna opuszcza szkołę, w której pracowała przez wiele lat, przechodzi na emeryturę i pakuje walizkę. W swoim mieszkaniu tam, w swojej małej ojczyźnie, pozwoli zamieszkać synowi starego przyjaciela z rodziną, niech chłopaki opłacą co najmniej mieszkanie komunalne. A ona sama przyjedzie do Warszawy, będzie opiekować się wnuczką Agatą. Na pewno do pójścia do przedszkola, a potem może dłużej…

– Mamo, no wiesz, dziecko w ogóle jest małe, nic nie może powiedzieć! – wyjaśnił syn. – To jest po prostu niebezpieczne, aby teraz zabrać do siebie nieznajomą jako opiekunkę, skoro jest droga babcia. A my jesteśmy dobrzy, a ona będzie blisko córki i wnuczki i nie będzie musiała oszczędzać na emeryturze. Niani z zewnątrz trzeba zapłacić dużo za opiekę nad jednorocznym dzieckiem! Nadal nie tracimy nadziei na zaoszczędzenie na nasze mieszkanie…

Sama Anna nie rozumie, o co chodzi, ale nie podoba jej się sytuacja. Cóż, tak, ona i jej mąż sami zdecydowali się przenieść z miasta do wioski letniskowej. I oddali swoje mieszkanie dzieciom z własnej woli. Tak, a przeciwko Zuzannie w rzeczywistości nie mają nic. Mimo to jakoś nie podoba jej się ten pomysł.

– Więc jaka jest twoja sugestia? Mąż pyta. – Nie pozwolić swojej teściowej? Zabronić przyjazdu? Powiedzieć synowi, żeby nie pozwolił swojej teściowej z nimi zamieszkać, żeby szukał niani w ogłoszeniach? Oczywiście, że możesz. Ale w końcu będziemy się kłócić, to wszystko. Synowa poczuje się urażona, nie pozwoli nam zobaczyć wnuczki i ostatecznie wyprowadzi się z mieszkania do wynajęcia. Potrzebujesz tego? Pozwól im robić, co chcą…

Jak wygląda sytuacja? Czy to naprawdę głupie, że teściowa idzie teraz do młodych i nie pozwala im przyprowadzać matki do mieszkania, skoro dostali mieszkanie?

Co myślisz?

O tym pisaliśmy ostatnio: Gala Mistrzów Sportu 2021 Przyniosła Państwu Lewandowskim Sporo Wzruszeń. Dumna Anna Lewandowska Nie Kryła Emocji

Zerknij: Andrzej Piaseczny Sprawił Sobie Prezent Na 50. Urodziny. Kupił Nowy Apartament. Wnętrza Zachwycają