Musiała przygotować posiłek dla trzydziestu uczestników nauk przedmałżeńskich. „Zajęcia z tym księdzem były naprawdę nudnym, dwugodzinnym wykładem”: O przygotowaniach do ślubu opowiedziały trzy kobiety. Niektóre z sytuacji wywołują wielkie zdziwienie

Ślub to z całą pewnością wyjątkowy moment. Niemniej jednak zanim para narzeczonych dojdzie do ołtarza, musi przejść szereg formalności i załatwić mnóstwo spraw. To przede wszystkim wybór kościoła i księdza, który ślubu udzieli, ale także obowiązkowy udział w naukach przedmałżeńskich.

Kobieta.wp.pl” przytoczyła historie trzech par. Małżeństwa opowiedziały o swoich przygotowaniach do ślubu.

Karolina i Maciek

Karolina i Maciek w wyborze kościoła, w którym wezmą ślub, posłużyli się internetem i opiniami w sieci oraz zdaniem znajomych. Największe znaczenie miał dla nich bowiem koszt ślubu, za który chcieli zapłacić nie więcej niż 1000 złotych. Niemniej ważne była dla nich postawa księdza, chcieli tym samym uniknąć sztywnych zasad, o których wcześniej słyszeli:

Nie chcieliśmy, aby ślubu udzielił nam sztywny konserwatysta. Koleżanki mówiły o przypadkach, w których kapłani wymagali wyboru sukni ślubnej bez dekoltu i z zasłoniętymi ramionami. Ja nie chciałam się o to martwić.

Po licznych konsultacjach zdecydowali się wreszcie na jedną z parafii, gdzie na drzwiach kościoła przeczytali informację, że kościół ten nie posiada cennika, co więcej, napisane tam również było:

Darowizna wynikać powinna z serca, a nie z potrzeby.

Również tamtejszy duchowny wywarł na nich dobre wrażenie. Kolejnym krokiem na drodze do zawarcia związku był wybór nauk przedmałżeńskich – tu też postanowili polegać na poleceniach. Tym sposobem wybrali kurs prowadzony przez małżeństwo, z czego byli bardzo zadowoleni:

Sposób prowadzenia zajęć bardzo nam się spodobał. Rozmawialiśmy o miłości z różnych punktów widzenia. Nikt nie czuł się wykluczony. Nie krytykowano przyszłej panny młodej, która uczęszczała na nauki w zaawansowanej ciąży i nie próbowano nam na siłę wmówić, że kalendarzyk to najlepsza metoda antykoncepcji. Nie pilnowano też rygorystycznie obecności, a przewidziano łączenie 6 spotkań.

Nie bez znaczenia był również fakt, że kurs był bezpłatny, a terminy spotkań elastyczne.

https://www.youtube.com/

Barbara i Piotr

Niezbyt miła niespodzianka czekała Barbarę i Piotra, którzy znaleźli się na naukach przedmałżeńskich. Nie dość, że musieli za nie zapłacić 100 złotych i być obecnym na spotkaniach przez dziewięć tygodni, to zobowiązani byli dodatkowo do przygotowania posiłku dla 30 uczestników kursu:

W grę wchodziły sałatki, kanapki, zimne przekąski, czyli wszystko, co nie wymaga podgrzania. To było dziwne, bo przecież dorośli ludzie są w stanie wytrzymać trzy godziny bez jedzenia.

Zdziwieniem napawała ich również postawa pary prowadzącej szkolenie – małżeństwo wyznawało zasadę, że lepiej rozstać się przed ślubem niż po zawarciu związku, i temu właśnie miały sprzyjać ich nauki.

Atmosfera kursu nie należała do najmilszych – obowiązywał zakaz rozmów, a uczestnicy poddawani byli rozmaitym testom.

Wszystko to sprawiło, że narzeczeni zrezygnowali z nauk i podjęli inny, jednodniowy kurs. Z decyzji byli zadowoleni, zwłaszcza że prowadząca nie odnosiła się krytycznie do jawnego braku wiary Beaty, która na ślub zdecydowała się jedynie z uwagi na przyszłego męża.

Sylwia i Przemek

Sylwia i Przemek wzięli udział w dwutygodniowym kursie przedmałżeńskim. Za nauki zapłacili 200 złotych. Początkowo byli bardzo zadowoleni. Ale już na kolejnych zajęciach spotkali się z innym duchownym. Ksiądz opowiadał im o posiadaniu dzieci jako obowiązku i licznych zakazach, takich jak zakaz mieszkania przed ślubem i rozwodu.

Bardzo zaskoczeni byli również zadaną im pracą domową i nudą podczas zajęć:

Jesteśmy dorosłymi ludźmi, a zadano nam, jak na lekcji religii, opracowanie 10 metod rozwiązywania konfliktów zgodnie z Biblią. Zajęcia z tym księdzem były naprawdę nudnym, dwugodzinnym wykładem, podczas którego bezwiednie oglądałam obudowę telefonu zmuszając się do skupienia.

https://www.youtube.com/

Nie lepiej było przy spotkaniu z osobą z instytutu naturalnego planowania rodziny. Kobieta wtłaczała im do głowy zasady naturalnego planowania rodziny i dziwne teorie medyczne:

To było jak ulotki z tabelkami, w których porównano skuteczność i zagrożenia związane z antykoncepcją a naturalnym panowaniem rodziny. Przy prezerwatywach napisano, że mają wątpliwą skuteczność ochrony przed chorobami wenerycznymi i HIV.

Mimo wszystko para była dość zadowolona z kursu, a sam ślub zaplanowali w najdrobniejszym szczególe. Nie ominęły ich jednak również przykre doświadczenia:

Nie ukrywam jednak, że ksiądz z parafii, którego nie wybraliśmy do udzielenia nam ślubu, gdy dowiedział się, że nie zapłacimy mu całej kwoty, dał nam odczuć swoją złość. W spisywanym na kolanie wywiadzie przedmałżeńskim zadawał pytania typu „czy okłamujemy partnera” albo „czy ktoś nas zmusza do zawarcia związku”. Samo przeżycie było koszmarne, ale opłaciło się przez to przejść. Ślub był piękny i wyglądał dokładnie tak, jak sobie wymarzyliśmy.

Tego się nie spodziewała: CÓRKA POWIEDZIAŁA MATCE: „NIE PRZYCHODŹ DO NAS. DZIĘKUJĘ OCZYWIŚCIE ZA WSZYSTKO, CO ROBISZ, ALE NIE PRZYCHODŹ”

Cieszą się czasem, który im jeszcze pozostał: PŁACZ PANNY MŁODEJ NA CEREMONII: POŚLUBIŁA NA OCZACH SWOICH SIEDMIORGA DZIECI NIEULECZALNIE CHOREGO NARZECZONEGO. KOBIETA NIE MOŻE POGODZIĆ SIĘ Z LOSEM

KK