Spędzili razem prawie osiemdziesiąt lat, a gdy kilka lat temu Jan Frankl doznał udaru, żona Maria Koterbska opiekowała się nim, aż do śmierci. „Super Express” dowiedział się czegoś, co może mocno zdziwić wszystkich, którzy martwili się o los seniora…

Św. pamięci Maria Koterbska opiekowała się mężem, który po udarze wymagał pomocy na co dzień. Opiekowała się aż do śmierci, ale nie swojej. „Super Express” podczas rozmowy z synem pary dowiedział się, że jego ojciec odszedł parę miesięcy wcześniej.

To ona podążyła za nim…

W jednym z ostatnich wywiadów, jakiego udzieliła mediom, nazwała się żelazną damą. Jej małżonek Jan był już wówczas po udarze mózgu, więc jej wypowiedź dotyczyła tego, jak sobie radzą…

Mąż jest po udarze, a ja… ja się trzymam – nie mam wyjścia. Normalnie sobie żyjemy, mąż jest bardzo chory, a ja się nim opiekuję. Na szczęście możemy liczyć na najbliższych, nie zapominają o nas. Ja już nie wychodzę z domu. Przyjaciele czasami zabierają mnie na zakupy, do lekarza samochodem. Mogę o sobie powiedzieć, że jestem żelazną damą. Udaję, że mam siłę.

Bardzo często bywa tak, że gdy wieloletnią parę nagle rozdziela śmierć, to drugie żyjące dość szybko dołącza do ukochanej lub ukochanego. Według Socjologów z Harvardu, mężczyźni umierają o 22 procent częściej zaraz po śmierci współmałżonka, w porównaniu z 17 procentami kobiet. Sporym szokiem było zapewne dla zainteresowanych to, że to artystka dołączyła do męża, o którego śmierci nikt wcześniej nie wiedział…

Co o tym sądzisz?

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Kamil Durczok zaczyna od nowa? Fani dziennikarza zwrócili uwagę na jego wygląd

O tym się mówi: Lech Wałęsa zdecydował się wyjawić trudną prawdę. Przyznał, czego się wstydzi. Dla wielu będzie to ogromne zaskoczenie