Ludzie rozrzucają marchewki z samolotów: Australijczycy spieszą się, by nakarmić uratowane dzikie zwierzęta. Zdjęcia

Minister środowiska Nowej Południowej Walii Matt Keane oświadczył, że dzikim zwierzętom, które przeżyły pożary, grozi teraz głód – pożar zniszczył ich bazę pokarmową.

Nie ma pieniędzy na ich uratowanie i nie będzie, dlatego wolontariusze powinni pomóc zwierzętom przetrwać trudny czas. Władze poczyniły wielkie ustępstwa, otwierając niebo nad regionem, a pierwsze samoloty z ładunkiem marchwi i słodkich ziemniaków już wysypują je głodnym odbiorcom.

 

google

To chyba nic trudnego

google

Marchewki to produkt podstawowy, ponieważ z pewnością przypadną do gustu mieszkańcom tego regionu.

 

google

Z powodu pożarów wiele dróg zostało zablokowanych; praktycznie niemożliwe jest uzyskanie i sprawdzenie, jakie tam pozostały zwierzęta. Loty są również niebezpieczne, ale gdy wiatr wieje dymem w bok, drobni wolontariusze wylatują, by nakarmić zwierzęta. Siły Powietrzne nie będą działać, wszystkie agencje rządowe są zaangażowane w gaszenie pożarów, więc nadzieja leży tylko w troskliwych ludziach.

 

google

Oczywiście istnieje ryzyko, że ciężka marchewka jesienią zabije małe zwierzę, ale dzięki temu pojawi się pokarm dla drapieżników, które również umrą z głodu. A celem nie jest karmienie wszystkich i wszystkiego, ale pomoc zwierzętom w najtrudniejszym czasie, dopóki ogień nie ustanie.

Ma to również na celu zapobieganie katastrofalnemu kurczeniu się populacji, udzielaniu pomocnej dłoni i promowaniu jej tam, gdzie jej nie ma.

Już w pełnym rozkwicie istnieją fundusze na zbieranie funduszy „na marchewki dla kangurów”, ponieważ koale ich nie jedzą i nikt nie wie, skąd wziąć ulubione liście eukaliptusa, jeśli wszystko się wypali.

 

Sprawdź także: Najstarsza matka na świecie urodziła bliźniaczki. Osierociła swoich dzieci dwa lata po porodzie. Co się stało

 

 

Oferujemy: Właścicielka zabrała psa na strzyżenie, a kiedy go zabrała, nie mogła go rozpoznać. Zdjęcia