Iwona z programu „Sanatorium miłości” przeżyła prawdziwe chwile grozy. W jej domu pojawiła się policja. Znamy szczegóły

Iwona była najmłodszą uczestniczką programu „Sanatorium miłości”. Nikt nie spodziewał się takiego obrotu spraw. Po zakończonych nagraniach Iwona przeżyła prawdziwy dramat.

Iwona w programie wpadła w oko aż trzem uczestnikom: Waldkowi, Gerardowi i  Wojtkowi. Okazuje się, że nie byli oni jedyni – Iwona miała anonimowego wielbiciela, który postanowił ją uprowadzić.

Prawdziwy dramat

Jak podaje portal „Pomponik”, Iwona przeżyła prawdziwy dramat za sprawą swojego wielbiciela. „Pisał do mnie i uporczywie nalegał na spotkanie” – powiedziała Iwona. Kiedy kobieta odmówiła, mężczyzna przeszedł do bardziej radykalnych działań. Zapowiedział swojej „wybrance”, że wie, gdzie będzie i „że może się go spodziewać”.

W tamtym okresie Iwona była bardzo aktywna. Miała zaplanowane spotkania z seniorami w rodzinnym Radomsku, gdzie na co dzień mieszka. O imprezie informowano w mediach, wiedziało o niej wielu i wielu mogło się na niej pojawić. Iwona postanowiła dmuchać na zimne.

Pojawiła się policja

Iwona zdecydowała się poszukać pomocy za nim dojdzie do tragedii. Zadzwoniła na policję. „Zdecydowałam, że zgłoszę się z tą sprawą na policję i tak zrobiłam. Policjanci przyjęli zgłoszenie i skontaktowali się z tym człowiekiem, został uprzedzony o odpowiedzialności karnej za takie czyny” – zdradziła uczestniczka programu.

W Domu Kultury na spotkaniu pojawiły się tłumy, a Iwona cały czas miała z tyłu głowy, że gdzieś tam może czaić się prześladowca. „Tak naprawdę nie wiem, czy jestem bezpieczna, dlatego nigdy nie jestem sama” – stwierdziła Iwona. Z podobnym problemem jakiś czas temu musiała zmierzyć się także Marta Manowska.

YouTube/ Whistleblower News

YouTube/ Whistleblower News

Jak myślicie, Iwonie uda się odzyskać poczucie bezpieczeństwa?

To też może cię zainteresować: Niezwykle wzruszający finał „Sanatorium Miłości”. Prowadząca, Marta Manowska nie opanowała emocji

Zobacz, o czym jeszcze pisaliśmy w ostatnich dniach: Urszula Dudziak przekonała się, że nieszczęścia chodzą parami. Takiego rozwoju sytuacji z pewnością nikt się nie spodziewał

A.W.