To jedna z niewielu osób w show biznesie, która nie ma wielkiego parcia na robienie tysiąca rzeczy na raz. Po sukcesie „Rolnik szuka żony”, Marta Manowska, która świetnie sprawdziła się w roli prowadzącej program, otrzymała zawrotną ilość propozycji współpracy. Konsekwentnie jednak odmawia i decyduje się tylko na te projekty, które wydają jej się sensowne.

Dlaczego telewizja?

Niewiele osób wie, że Manowska zawsze pretendowała do grania w filmach i serialach. Studiowała historię sztuki, zarówno w Polsce i w Hiszpanii i chociaż podeszła do egzaminu na krakowskiej PWST to nigdy się na nią nie dostała. Potem jej kariera potoczyła się nieco inaczej i zaczęła rozwijać się przy produkcjach telewizyjnych, m.in. „Bitwie na głosy” czy „Ugotowanych”, aż w końcu trafiła na plan „Rolnika” w zupełnie innej roli, już nie od „telewizyjnej kuchni”.

„Rolnik” sposobem na wszystko

Praca na planie „Rolnik szuka żony” dała jej mnóstwo satysfakcji. Sama podkreśla, że nauczyła się jeszcze większej akceptacji drugiego człowieka i poznała tak wspaniałych ludzi, z którymi kontakt ma do dziś.

Nie da się ukryć, że dzięki pracy na planie zyskała również popularność i upragnioną rolę w Teatrze Capitol.

Propozycje, które otrzymywała po zakończeniu „Rolnika” bardzo odbiegały od wizerunku, który wypracowała sobie przez pięć lat.

Wkrótce potem zgodziła się przyjąć propozycje prowadzenia programów „Sanatorium miłości” oraz „Voice Senior” i jak sama twierdzi – warto było czekać.

źródło: wp.pl