Istna klęska urodzaju. Dzięki idealnej pogodzie w polskich lasach obrodziły grzyby. Przekłada się to jednak na lecące w dół ceny. Wiele skupów nie chce już przyjmować nowego towaru.

Jesień w pełni, duża wilgotność leśnej ściółki i ciepła aura spowodowały, że w polskich lasach jest dosłownie zatrzęsienie grzybów. Cieszyć nie mogą się jednak grzybiarze, którzy sprzedają swoje zbiory. Wyjątkowy urodzaj przekłada się na bardzo niskie ceny w skupach. Wielu gatunków nie można już oddać do skupu.

– W poprzednich sezonach otrzymywałam jakieś 20 do 30 kilogramów prawdziwków dziennie. Dziś standard to… 300-400 kilogramów tych grzybów – przekonuje w rozmowie z „Faktem” Helena Zielińska, właścicielka skupu w Tychowie koło Białogardu.

Niestety, ma to przełożenie na ceny. Jeszcze kilkanaście dni temu za kilogram małych prawdziwków w skupach płacono blisko 19 złotych, podgrzybki kosztowały 7 zł, a dziś sumy, jakie otrzymują zbieracze w skupach nie są zadowalające.

Dodatkowo, grzybów jest tak dużo, że przetwórnie nie są ich w stanie ich przerobić.

Obecnie za prawdziwki I gatunku można otrzymać 7 zł za kilogram, II gatunku tylko 2 złote, a trzecio gatunkowy w ogóle nie jest skupywany. Podgrzybki kosztują w skupie 1,5 zł za kilogram, kozaki zaledwie złotówkę. Najdroższe są jedynie kurki – do 15 zł za kilogram.

Polacy coraz rzadziej decydują się na zarobek na grzybach? Zdaniem pracowników skupów to efekt programu 500 plus.

– Ludziom nie chce się już chodzić po lasach. Nawet emeryci rezygnują ze zbiórki, dlatego że dostają trzynaste emerytury – przekonują dziennikarzy portalu wp.pl właściciele skupów.

źródło: finanse.wp.pl