Koronawirus opanował niemal każdy zakątek świata. Najgorzej jest w Chinach i we Włoszech, gdzie umiera mnóstwo ludzi każdego dnia. Personel medyczny ostatkami sił witalnych i emocjonalnych ratuje życie każdemu, kto walczy o każdy oddech… A kto troszczy się o nich? O lekarzy, pielęgniarki i pielęgniarzy, laborantów, ratowników medycznych, kierowców karetek? 

Portal „kobieta.wp.pl” dotarł do wstrząsającego zdjęcia personelu medycznego jednego z włoskich szpitali zakaźnych. Obiegło ono internet i wzruszyło wielu ludzi. Pokazuje ogrom zmęczenia odpowiedzialnością, strachem i niepewnością jutra…

Zmęczone Anioły

 

Wyświetl ten post na Instagramie.

 

Post udostępniony przez Corriere della Sera (@corriere)

To dziennik  „Corriere della Serra” opublikował na instagramowym koncie ilustrację, która idealnie oddaje to, co dzieje się we włoskich szpitalach. Ich oblicza zakryte są odzieniem ochronnym, lecz ich gesty i mowa ciała aż krzyczą o tym, jakie emocje nimi targają…

„Jest siódma, zmiana się skończyła: dwanaście godzin na linii”. Nie możesz się pomylić: siódma rano, siódma wieczorem. Wchodzicie, że jest jasno, wychodzicie, jest ciemno. „Przed wyjściem rzucasz się pod wodę i myjesz od stóp do głów: masz wrażenie, że usuwasz wirusa z siebie, wychodzisz czysty”. Potem wsiadasz do samochodu i dzień mija. Po prostu chcesz się zamknąć, nawet nie włączasz radia.”

Paolo Miranda/Facebook


Paolo Miranda jest pielęgniarzem od dziewięciu lat. Resuscytacja, intensywna terapia w Cremonie. Tym się teraz zajmuje…

„Jesteśmy ostatnią przystanią. Do nas, gdy łóżek jest mało, pacjenci przybywają w desperackich warunkach. Głupotą jest mówienie młodym ludziom, że są wykluczeni z tej sytuacji kryzysowej: oni też tam są ».

Paolo pasjonuje się fotografią, ale nie ma czasu na hobby. Więc wziął swój aparat i udokumentował pracę. W jednym ujęciu jedna z koleżanek jest wyczerpana na ziemi. Ona płacze.

Paolo Miranda/Facebook

«Chwila rozpaczy i siostra przełożona, która idzie jej na pomoc, pochyla się i mówi jej, że wszystko będzie dobrze. Jesteśmy ludźmi, a nie bohaterami ». Łóżka do resuscytacji są pełne. „Od początku zagrożenia nie widziałem jeszcze żadnej osoby, wszyscy są tutaj intubowani”. I sami… „Żadnych krewnych, którzy przychodzą i odchodzą z torbami rzeczy. Totem jest zamknięty: wszyscy są poza domem.

Pod koniec dnia jedno z nas zajmuje się rozmowami: są rodzice i dzieci, którzy „wiszą na drucie” i czekają na naszą rozmowę. Nie wszystkie są piękne. Są tam ci, którzy tam umierają, w ubraniach, tak jak weszli ”. Nie zawsze tak jest. „Weź dwa dni temu. Mój kolega zrobił wymaz.

Byliśmy na linii, powiedzieli jej, że to negatywne, a ona z radością wskoczyła na oddział ». Po dwunastu godzinach zmiana kończy się i wracasz do domu. „Mieszkam z moją żoną Corinne, ona też jest pielęgniarką. Zgadnij, o czym rozmawiamy przy kolacji … nigdy nie wychodzi, nawet w domu: myślisz i analizujesz to, co zrobiłeś następnego dnia, kiedy wszystko się skończy ». Aż do nocy. «Budzę się nagle, mało śpimy. Czasami odwracam się w łóżku i widzę żonę z otwartymi oczami, również bezsenna. ” Tak długo, jak włącza się alarm. Piąta trzydzieści. Niech to będzie dzień dobry.

 

Pozostańmy jeszcze chwilę we Włoszech: Polka Mieszkająca We Włoszech Opowiada O Życiu W Wenecji

To też może cię zainteresować: Jak chronić się przed azotanami, jeżeli organizm wymaga warzyw

A.B.