Dowód na to, jak producenci mięsa oszukują klientów. W sieci ujawniono metodę, jaką się posługują, by sprzedać fałszywy produkt

Myślicie, że kupiliście świeżą sztukę mięsa pełną składników odżywczych? Nie zawsze to, co widzimy jest tym samym w rzeczywistości. Pewien specjalista pokazuje, jak producentom z mięsnych odpadów udaje się uzyskać… stek!

Po obejrzeniu tego wideo nasze zakupy w sklepie mięsnym nigdy nie będą już takie same! Nic dziwnego, każdy z nas będzie sprawdzał kilka razy, czy deklarowany przez sprzedawcę lub napisany na opakowaniu kawałek mięsa np. stek, polędwica czy antrykot jest nim w rzeczywistości. Okazuje się, że pewności nie możemy mieć nigdy!

fot. YouTube

Pewien Amerykanin odkrył, jak fałszuje się mięso wśród producentów. Używają „mięsnego kleju”, by wykorzystać mięsne odpadki!

Na ten widok człowiekowi może zrobić się tylko niedobrze. Greg z Ballistic BBQ chciał pokazać, jak nisko zachowują się producenci mięsa, korzystając z tzw. „kleju mięsnego”, czyli transglutaminazy.

Powszechną praktyką jest fakt, że proszek ten stosuje się w wielu „formowanych mięsach”, jak idealnie równe wędliny czy parówki. Nikt jednak nie wyszczególnia ten składnika na opakowaniu.

Okazuje się, że wielu producentów używa pewnych zwodniczych praktyk związanych z klejem do mięsa, o których wielu konsumentów może nie wiedzieć. Używają go bowiem również do tego, by z mięsnych odpadków formować łudząco przypominającego wykrojonego z krowy steka, antrykot czy polędwicę!

Fałszywka jest praktycznie nie do odróżnienia na pierwszy rzut oka, ale po czasie organizm da nam znać, że jemy chemię!

fot. YouTube

Czym jest transglutaminaza?

Tę substancję stosuje się w wielu przetworzonych mięsach (takich jak wędliny czy parówki). Sprawia, że ​​kawałki mięsa sklejają się ze sobą, dzięki czemu wygląda jak stały kawałek mięsa. To biały proszek, produkt odpadu krwi wieprzowej lub krwi wołowej – stosowany jako czynnik krzepnięcia.

Mężczyzna pokazuje, jak łatwo oszukać klientów, robiąc sztuczny stek typu ribeye za pomocą kleju do mięsa. Nazywa swoje dzieło „Frankenstekiem”, bo po pokrojeniu na plastry i usmażeniu na grillu jest nie do odróżnienia od oryginalnej sztuki mięsa!

Możliwość dodawania komentarzy nie jest dostępna.